T. Greenwood – Bliżej niż niebo

Hejka!

Kolejną książką, którą udało mi się przeczytać w ostatnim czasie było Bliżej niż niebo T. Greenwood. Niesamowita, przerażająca i dająca do myślenia powieść. Podczas czytania zastanawiałam się nad jedną rzeczą – czy rzeczywiście jest to tak odosobniona praktyka? Czy przypadkiem wiele matek nie zachowuje się w ten sposób? I to właśnie było przerażające.

Indie Brown jako dziecko, razem ze swoim rodzeństwem przeżywała różne wypadki. Dramatyczne wypadki. Jej brat jest odrobinę niesprawny umysłowo, siostra wiecznie idealna, a ją samą w dzieciństwie trafił piorun.  Tylko dzięki bohaterskiej postawie matki dziewczynka przeżyła. Szkoda tylko, że sama Indie inaczej zapamiętała to wydarzenie. Takich wypadków w ich dzieciństwie było wiele. Zawsze bohatersko ratowała ich matka. To ona też zawoziła córkę do szpitala, gdy jej zdaniem jej choroba zagrażała życiu dziecka. Na przekór wszystkiemu i wszystkim.

Dorosła Indie mieszka na drugim końcu Stanów, z dala od toksycznej matki i zapatrzonej w nią siostry. Prowadzi swoje, spokojne życie. Do momentu, gdy dostaje telefon. Telefon, który każe zmierzyć się jej z demonami przeszłości. Decyduje się na powrót. Wraca do ciężko chorej matki i opiekującej się nią siostry. W momencie powrotu musi się zmierzyć z demonami przeszłości, które wracają, a jednocześnie z rodziną, która nie do końca jej wierzy.

Moja opinia o niej jest jedna – jest to książka ciężka, poruszający problem toksycznej miłości matki do dziecka. Matki, która zawsze chce być dla dziecka najważniejsza, która chce uchodzić za dobrą i bohaterską. Jej zachowania od początku wydawały mi się podejrzane, a w raz z biegiem akcji, co raz bardziej utwierdzałam się w swoich przekonaniach. Jestem świadoma, że jest to choroba, która niszczy nie tylko chorego, ale i całą jego rodzinę. Chory świadomie krzywdzi najbliższe mu osoby, tylko po to, żeby później móc je ratować i się o nie troszczyć. Nie umie przeciąć mentalnej pępowiny i dać dzieciom wyfrunąć z gniazda. Jednak w pewnym momencie role się odwracają i to chory chce być ,,zaopiekowany”, dalej nie pozwalając bliskim odejść.

Książkę zdecydowanie polecam. Szczególnie osobom, które lubią obyczajówki połączone z chorobami psychicznymi. Jest zdecydowanie warta przeczytania i zastanowieniu się nad tym problemem.

Być może wokół Was też jest taka osoba.

Czytaliście? Dajcie znać!

Część!

4 myśli nt. „T. Greenwood – Bliżej niż niebo

  1. Z jednej strony interesują mnie choroby psychiczne, a książka brzmi dosyć niesztampowo! Ale z drugiej muszę przyznać, że ostatnio stronię od cięższych tematów (niedawno skończyłam „Moje śliczne”…), więc może w wakacje trochę się odprężę z „Bliżej niż niebo”? ;)

  2. Też uwielbiam w czasie lektury zastanawiać się nad wieloma kwestiami. I właśnie takie książki są najlepsze, które pobudzają nasze myślenie :D
    Mimo, że książka jest ciężka, to z chęcią dam jej szansę! :)

  3. Powiem szczerze, że raczej unikam obyczajówek, ale… no, to brzmi całkiem ciekawie. Jestem zaintrygowana tym, o co chodzi z matką i w jaki dokładnie sposób przejawia się jej toksyczność względem dzieci. No i dziecko, w które uderzył piorun, brzmi całkiem ciekawie :D Zapamiętam ten tytuł!

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>